czwartek, 13 lutego 2014

Do lekarza w Polsce....chodzą zdrowi .....

Oj Mariolka....wywołałaś wilka z lasu :(. Antybiotyk ważność na butelce po rozcieńczeniu 7 dni. Idę zatem do dr Kroczaka w siódmym dniu żeby zadecydował co dalej, bo Mateusz jak kaszlał tak kaszle i na bóle w okolicach oczu się skarży. Wizyta u Pana Doktora to zwykła formalność, bo i tak zrobię po swojemu :))))), o czym Pan Doktor dobrze wie (bo już mnie zna :)))), ale żeby nie było.....Wcześniej decyduję się jednak pobrać krew Matuszowi, żeby stwierdzić czy infekcja jest wirusowa czy to jakaś bakteria go wykańcza. Oczywiście wszystkie badania.....zlecam sobie sama :))))). Morfologia z rozmazem, OB i CRP. W rozmowie z dr Korczakiem pada z jego strony hasło może mocz jeszcze, więc biorę to pod uwagę i robię też mocz. Jeżeli ktoś pobiera krew w starym szpitalu to wie że procedura rejestracji odbywa się na 3 metrach kwadratowych. No i właśnie na tych trzech metrach jakieś 30 osób czekających do pobrania i rejestracji. Ogarnia mnie lekka rezygnacja, ale walczę do końca. Po godzinie wchodzimy do gabinetu pobrać krew. Mateusz super dzielnie znosi pobranie i przy pani, którą pierwszy raz widzę na oczy (bo zawsze mamy taką swoją, co to najlepsza jest ) pyta mnie "Mamusiu a ta pani tez jest najlepsza ze wszystkich? ". Myślę sobie "synu zadałeś pytanie". Ja widząc nieznajomą kobietę jestem przerażona bardziej niż Mateusz (mając przykre doświadczenia z pobieraniem krwi moim dzieciom), ale uśmiecham się i ze spokojem odpowiadam Matysowi "Nie wiem, a boli czy nie?". Chwila ciszy....kobieta niepewnie się uśmiecha, wszystko zależy od odpowiedzi mojego dziecka. Mateusz myśli chwilę i odpowiada "nie boli". Ufff.....ulga "no widzisz, czyli też jest najlepsza" - odpowiadam mu. I zaraz wyobrażam sobie co bym mu miała odpowiedzieć gdyby powiedział "boli" i czy ta pani dalej by się tak uśmiechała.
Pędzimy do dr Korczaka. Umówił się z nami na 9.00. Niestety z powodu kolejki w szpitalu do przychodni docieramy na 9.05. Dzwonię więc do Doktora, że jesteśmy i czekamy a on mi na to przed chwilą był na dzieciach chorych i teraz to musimy zaczekać. Czekamy, czekamy, czekamy, czekamy.....Po 45 minutach jest.... pojawia się Doktor. Uśmiecham się na zewnątrz...w końcu robi nam przysługę, że nas przyjmuje między pacjentami....ale w środku...masakra. WRRRRRRRRRRRRRR.......Doktor stwierdza, że na tym etapie sytuacje powinien ocenić laryngolog. Niech decyduje czy podać jeszcze jedną butelkę antybiotyku, który Mateusz dostaje, czy podac inny antybiotyk czy może wystarczy już to co wziął. Wypisuje skierowanie i wręcza mi,  a ja nie ukrywam rozbawiania..."gdzie ja z biegu znajdę laryngologa na już". Dr Korczak patrzy na mnie, bierze mi skierowanie z ręki, dopisuje na nim dużymi literami PILNE!....jakby to coś miało zmienić :)
Nie poddaję się, nie mam tego w zwyczaju...jadę więc do Centermedu. Wchodzę...ręce opadają.... Do rejestracji stoi ze 20 osób. Staję w kolejce z moim PILNYM skierowaniem i po 10 minutach dochodzę do wniosku, że i tak na pewno nie ma miejsc. Wychodzę z kolejki i swoje kroki kieruję wprost do gabinetu pana doktora, którego nazwiska nie wymienię (!!!!!), myślę sobie "spytam czy nas przyjmie". Między pacjentami wchodzę i naświetlam sytuację, mówię, że pilne i że bardzo proszę w odpowiedzi pan doktor nawet nie patrzy na mnie. Stwierdza tylko "ja tu nie widzę nic pilnego...nie przyjmę pani". Wychodzę, wracam do domu. Mam dość. Wrzucam dr Google hasło laryngolog Tarnów i myślę sobie to się skończy prywatną wizytą. Ale zaraz zaraz...właściwie dlaczego? I szukam dalej. Dzwonię na infolinię CENTERMED. Wybieram tonowo 3...czyli opcja gdzie chcę się umówić w ramach NFZ. I czekam i czekam i czekam. Odbiera przemiły pan. Mówię mu, że chciałam dziecko umówić do larygologa. A on mnie pyta czy prywatnie czy na NFZ????? Szok..wyraźnie pamiętam jak wybrałam 3. Mówię, że na NFZ. A on mi na to "to jezeli na NFZ (a jest poniedziałek) to w piątek. Do głowy cisną mi się same nieprzyzwoite słowa, których tu nie wymienię :))))). Grzecznie odpowiadam panu, że poszukam jeszcze gdzieś. Dzwonię na 25 lecia. Pan w słuchawce mówi, że na dzisiaj nie ma już miejsc. Może być czwartek (a jest poniedziałek i antybiotyk kończy się w poniedziałek a nie w czwartek!). Pytam więc czy mogę przyjechać poprosić panią doktor czy nas przyjmie. Odpowiada, że tak. Zbieram więc Matysa i jedziemy. Gdy dojeżdżam do przychodni okazuje się, że wszystko już załatwione. Pan z rejestracji zapytał panią doktor, ona się zgodziła i nasza karta już u niej jest. Wow....jakiś pozytyw tego dnia. Panu należą się czekoladki....za to, że jest człowiekiem. Czekamy wiec kiedy pani doktor nas przyjmie między pacjentami, którzy są umówieni na godziny i chcą nas zabić pod tymi drzwiami :(. Po godzinie oczekiwania pani doktor nas przyjmuje. Uwielbiam takich lekarzy :(((((. Nic nie mówi, bada, coś tam pisze, ja pytam o coś, ona ma pretensje, że w ogóle pytam. Masakra. Daje Mateuszowi skierowanie na rentgen i mówi, że mam podawać antybiotyk jeszcze do środy. Kontrola w czwartek    o 9.20 (ze zdjęciem rzecz jasna) Wychodzimy z przychodni. Dzwonię do Daniela "mam dosyć, Ty jedziesz na rentgen". Daniel jedzie z Matysem na rentgen. Cały czas jest poniedziałek, ten sam poniedziałek.Pani  robi zdjęcie po czym stwierdza..."zdjęcie bez opisu na już, z opisem na czwartek popołudniu". Daniel dzwoni do mnie.....co jest z tym krajem!!!!!!. Tłumaczy pani, że na czwartek na 9.00 musimy mieć zdjęcie bo mamy wizytę. Pani pisze na karteczce PILNE, ale nic nie obiecuje. 
Czwartek rano odbieram wyniki. Jest opis. Pozwólcie, że przytoczę jego rozbudowaną treść: "Zatoki prawidłowo powietrzne". Koniec opisu. Idę więc do pani doktor ze zdjęciem. Pani doktor ogląda zdjęcie i mówi, że w zatoce jest stan zapalny. Podać drugi antybiotyk. Dla Matysa to zabójstwo przy jego i tak obniżonej odporności z powodu sterydów. Wychodzę i jak to ja ...wiem swoje. Nie podam antybiotyku. Dzwonie do dr Korczaka a on mówi mi żebym przyszła z tym zdjęciem do niego. Cudem w piątek po 164 połączeniach do przychodni udaje mi się zarejestrować moje dziecko. Doktor ogląda zdjęcie i stwierdza, że nic tam nie widzi...a mnie to wystarczy...stwierdzam "nie podam antybiotyku". Wieczorem Mateusz zaczyna wymiotować. No cóż kilka godzin spędzonych w kolejkach w przychodniach owocuje gratisem w postaci wirusa. Na szczęście kończy się na Mateuszu. Jednak kwarantanna jest :)))) i Mateusz dwa dni spędza w jednym pokoju żeby nie zarazić innych. Nie cierpi jednak z tego powodu bo ma tam ukochane PS3 i brak ograniczeń czasowych co do długości grania.

Mamy kolejny tydzień a Matys dalej kaszle i dalej narzeka na ból oczu, głowy. Dlatego dziś następuje ciąg dalszy...idziemy PRYWATNIE do laryngologa. Może się wreszcie czegoś dowiem....Dodam, że na ta wizytę PRYWATNĄ czekam od 5 tygodni a umówiłam się z zupełnie innej przyczyny. Chciałam sprawdzić co z trzecim migdałem Matysa bo chrapie po nocach i ma bezdechy.No to mam jak znalazł. 
Wniosek....do lekarza w Polce na NFZ chodzą zdrowi....a jak jesteś chory to się połóż i czekaj na śmierć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz